„Osoby po 60 roku życia przyjmują średnio trzy rodzaje lekarstw, czyli trzykrotnie więcej niż młodsi pacjenci” — czytamy w niemieckim tygodniku Der Spiegel. „Niestety, ryzyko interakcji leków i w rezultacie wystąpienia skutków ubocznych gwałtownie wzrasta wraz z liczbą przyjmowanych preparatów”. Innym potencjalnym zagrożeniem jest fakt, że „lekarze rodzinni (…) często zapominają o tym, iż w starszym wieku spada wydolność nerek”. Następstwem tego może być gromadzenie się w organizmie substancji pochodzących z leków. Toteż „dawka odpowiednia dla czterdziestolatka może być zabójcza dla osoby po siedemdziesiątce” — wyjaśnia Der Spiegel. „Wielu starszych ludzi dodatkowo pogarsza sprawę, nie pijąc wystarczającej ilości wody”. Samo odwodnienie — dodano w raporcie — może spowodować skutki uboczne podobne do wywoływanych przez środki przeciwbólowe, uspokajające i obniżające ciśnienie krwi. Typowe objawy to: uczucie niepokoju, zaburzenia świadomości i zawroty głowy, które często uważa się za normalne w starszym wieku.
„Dzisiaj wchodzi w życie traktat zakazujący wykorzystywania dzieci jako żołnierzy i wieńczący dziesięć lat międzynarodowych wysiłków, których celem jest wyeliminowanie jednej z powszechnych na świecie form łamania praw człowieka” — poinformowała ONZ w oświadczeniu prasowym z 12 lutego 2002 roku. Dokument, podpisany przez 96 krajów, „stanowi, że nie wolno powoływać do regularnego wojska osób, które nie ukończyły 18 lat, i zobowiązuje sygnatariuszy do podniesienia minimalnego wieku ochotniczej służby wojskowej przynajmniej do 16 lat”. Jak się szacuje, „w rządowych siłach zbrojnych, oddziałach paramilitarnych i innych jednostkach w 85 różnych krajach służy pół miliona dzieci. Z tej liczby ponad 300 000 nieletnich bierze czynny udział w walkach w przeszło 35 państwach”. Według internetowego serwisu informacyjnego ONZ wiele z tych dzieci zostało porwanych i „w razie próby ucieczki są bite, a nawet zabijane. Na szczególne niebezpieczeństwo narażone są dziewczynki, ponieważ często wykorzystuje się je seksualnie”.
„Dwa przełomowe programy badawcze dowiodły, że obniżenie zaledwie o kilka stopni temperatury ciała u osób, które dostały zawału serca, znacząco zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia uszkodzeń mózgu, a następnie zgonu” — donosi kanadyjska gazeta The Toronto Star. Badania przeprowadzone w pięciu krajach europejskich oraz w Australii pokazały, że łagodna hipotermia pomaga przywrócić sprawność mózgu. Temperaturę ciała osób, które po zawale zapadły w śpiączkę, natychmiast po przywiezieniu do szpitala obniżano do 33 stopni Celsjusza na okres od 12 do 24 godzin. Stosowano w tym celu zimne powietrze i okłady z lodu. Według kardiolog Beth Abramson ta niedroga i nieskomplikowana terapia „zmniejsza zapotrzebowanie mózgu na tlen, hamując jednocześnie procesy chemiczne powodujące obumieranie komórek mózgowych” — czytamy we wspomnianej gazecie. „Ochładzanie wydaje się tak skuteczne, że lekarze w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Australii i Europie zalecają rutynowe stosowanie tej metody w leczeniu wszystkich pacjentów przywożonych do szpitala z zawałem serca”.
„Sok żurawinowy od dawna cieszy się zasłużoną sławą” — czytamy w londyńskiej gazecie The Times. „Jego dobroczynne działanie zarówno jako lekarstwa, jak i napoju świetnie znali Indianie; używali go także amerykańscy marynarze, żeby ustrzec się szkorbutu”. Oprócz dużej zawartości witaminy C i przeciwutleniaczy „sok z żurawin zwalcza drobnoustroje i dlatego jest szczególnie przydatny w leczeniu infekcji dróg moczowych”. Dawniej przypisywano to wpływowi tego soku na kwasowość moczu. Okazało się jednak, jak pisze The Times, że swą skuteczność zawdzięcza działaniu zawartych w nim substancji, za sprawą których „bakterie E. coli (powodujące większość infekcji, w tym także zapalenie pęcherza) nie przylegają do ścianek dróg moczowych i są spłukiwane, zanim wywołają zakażenie”. Uczeni odkryli również, że sok żurawinowy łagodzi skutki paradentozy.
Ziewanie służy zdrowiu!
lis 3
Jak informuje hiszpański tygodnik Salud, rozwijające się w łonie matki dziecko zaczyna ziewać już w 11 tygodniu po poczęciu. Ten odruch bezwarunkowy zaobserwowano u większości ssaków, a także u niektórych ptaków i gadów. Chociaż nie wiadomo dokładnie, dlaczego ziewamy, uczeni zauważyli, że ziewnięciu zazwyczaj towarzyszy przeciąganie się. Ruchy te, jak stwierdzili, „podnoszą ciśnienie krwi i tętno, a także służą rozluźnieniu mięśni i stawów”. Kiedy tłumimy ziewanie, zaciskając szczęki, pozbawiamy się towarzyszących temu korzyści. Dlatego wspomniana grupa naukowców zaleca ziewać, jeśli to tylko stosowne, i tym samym „w sposób naturalny rozluźniać szczękę i mięśnie twarzy”. Kto wie, może dla orzeźwienia powinieneś sobie porządnie ziewnąć?